poniedziałek, 28 stycznia 2013

Drony, kamery, chmura i prywatność

W Niemczech rozgorzała dyskusja, czy wzorując się na amerykańskiej armii, Bundeswehra powinna korzystać z uzbrojonych dronów. Obecnie  bezzałogowe maszyny są używane do przeprowadzania rekonesansów. Pewnie klamka zapadła, medialna dyskusja ma znaczenie rytualne, od decyzji nie ma odwrotu, bowiem taki jest trend. Idę o zakład, że podobny pomysł chodzi po głowie polskim generałom. Może za parę lat dostaniemy niemieckie bezzałogowe samoloty w spadku, jak "podarowano" nam wcześniej czołgi Leopardy?

***
46 dolarów ma kosztować minicopter MeCam, który umożliwia rejestrację i streaming video do dowolnego urządzenia bazującego na systemie Android.

*** 
Amerykańskie prawo, Foreign Intelligence Amendments Act (FISAAA),  pozwala na dostęp - bez sądowego nakazu - do danych, które obywatele UE przechowują w "chmurze" na serwerach amerykańskie firm, m.in. Dropbox, Amazon.

***
Prywatność staje się iluzją: drony na niebie,  komputery pod lupą, minihelikoptery z kamerą u  wścibskiego sąsiada lub na wyposażeniu paparazzich.  

*** 
"The basics of data protection booklet" (pdf), przygotowany przez międzynarodową organizację European Digital Rights.

sobota, 26 stycznia 2013

Polska - parlament na miarę XIX wieku

Trzeba mieć wielce wygórowane mniemanie o własnych kompetencjach żeby zasiadając w parlamencie, który ma niezwyczajne (jak na standardy europejskie) problemy z tworzeniem dobrego prawa regulującego zasadnicze sfery życia publicznego (np. podatki, gospodarka odpadami), uważać się  - górnolotnie - za obrońcę cywilizacji. Zarazem twierdzić, że powstrzyma się  przemiany kulturowe, które sprawiają że mamy tak wiele związków partnerskich (a będzie ich przybywać, gdyż zmieniają się społeczne normy, zaś wpływ Kościoła na obyczajowość maleje).

Konserwatyści mają akurat tyle okazji  w roku i tyle narzędzi, począwszy od politycznych instytucji, mediów i autorytetu różnych religii, że mogą skutecznie wspierać tradycyjny model rodziny i rodzinę jako taką, bez szerzenia paniki. Zamiast wzmagać fobię niech się zajmą organiczną pracą, a zatem niech zakładają fundacje charytatywne, walczą o sensowny system podatkowy, ulgi prorodzinne, dodatkowe pieniądze na edukacje najmłodszych. Niech pomagają rodzinom wielodzietnym, gdyż te są bardziej niż inne narażone na ubóstwo i pozostawione same sobie. Niech konserwatywne bractwo, tak ponad miarę zatroskane stanem moralności całej reszty, pozwoli reszcie żyć i skończy wreszcie z  nakręcaniem moralnej histerii.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Gdzie Facebook, a gdzie życie...

Wynieść się z Facebooka. To mogło być jedno z noworocznych postanowień. Trudne do zrealizowania, jeśli chce się utrzymywać kontakt ze znajomymi.  Łatwe jeśli w pokurczonym przed komputerem ciele budzi się myśl o cyfrowym odwyku i  jeśli ma się poczucie, iż wpatrywanie godzinami w fesbukową tablicę ogłoszeń zabija co najwyżej nudę, a objawami przypomina stupor.

Tak przy okazji, czy są jakieś socjologiczne badania wskazujące, jaki procent z 10 mln polskich użytkowników FB stanowią  bezrobotni?

"„Życie na Facebooku” to nie jest prawdziwe życie, jakie dane jest nam do przeżycia. To nie jest moje życie i nigdy moim nie będzie." - oświadcza Jarosław Makowski, szef Instytutu Spraw Obywatelskich. Odnoszę wrażenie, że czyni to w manierze rozczarowanego neofity, zaskoczonego owczym pędem, z jakim naród rzucił się do "fejsbukowania". Tekst przeczytać warto; nie będę prorokiem stwierdzając, że jak zawsze i tu pojawi się trend przeciwny: odwrotu od FB w poszukiwaniu innych cyfrowych atrakcji. 

Zdrowy rozsądek podpowiada, że gdzie indziej - odnawiając kontakt z przyrodą - a nie tkwiąc przed ekranem, warto ożywić w sobie pokłady kreatywności i wewnętrznej inspiracji, dowodzą tego ustalenia naukowców.

niedziela, 6 stycznia 2013

The future is already here

The future is already here – it's just not evenly distributed - William Gibson. 
Mój ulubiony autor nie jest gołosłowny; ma to do siebie, że wywiady udzielone dekady temu, opisują doskonale świat dzisiejszy. Albo służą - niczym radar - do namierzania  tego, co czai się zza horyzontem. Mnie także zdarza się ulegać spekulatywnej potrzebie kreślenie wizji przyszłości. Z gruntu dystopiczne odnoszą się do rzeczy, które po gibsonowsku, są w zasięgu ręki i prędzej niż później wkroczą z impetem w nasze życie.
1) Najpierw Google. Teraz Audi, Ford, Volvo - coraz więcej firm testuje samosterujące samochody i kwestią najbliższych lat jest wejście zautomatyzowanych pojazdów do masowej produkcji. O zmianach jakie nastąpią nie tylko w organizacji ruchu drogowego i funkcjonowaniu komunikacji można już pisać elaboraty.
2) Przybywa rozmaitych urządzeń i aplikacji spiętych w sieć, która otacza nas techno-kokonem ułatwiającym (?) życie.  W tym środowisku ujawni się i nasili z  czasem, domagając się zarazem silniejszej interwencji państwa, nowa forma przestępczości wykorzystująca nasze uzależnienie od technologii. Morderca zatrzymujący pracę rozrusznika serca lub sterowanej komputerowo strzykawki dozującej leki, przejmujący kontrolę nad samochodem-automatem...

3) Jak każdy wynalazek  tak i drony przejdą metamorfozę: dziś są głównie narzędziem zabijania i monitorowania pola walki, jutro znajdą szersze zastosowanie w naszym codziennym życiu. Flotylle zautomatyzowanych pojazdów pomogą w dystrybucji przesyłek pocztowych. Choć i tu pojawia się zagrożenie, analogiczne do opisanego powyżej.

4) Nie zapominajmy o eksperymentowaniu z interfejsami. Cyborgizacja człowieka będzie postępować. Piszę to poprawiając na nosie okulary, które jeszcze nie są okularami Google.


***
A co z bio- i nanotechnologią, inżynierię genetyczną, neuro-marketingiem, badaniami nad odnawialnymi źródłami energii? Doprawdy, mnóstwo tego. Kolejnej książki Gibsona nie mogę się doczekać.