piątek, 31 sierpnia 2012

Piano rewolucja. Cieńko to widzę

via. gazeta.pl   
Przekonać internautów, że za artykuł w necie trzeba zapłacić, może się okazać sporym wyzwaniem. Internauta już za raz, a solidnie, za dostęp do sieci płaci: dostawcy usług telekomunikacyjnych.  Zresztą net jest rozległą krainą, bez namacalnych granic,  więc zamiast wykładać gotówkę na abonament Piano, łatwiej będzie niejednemu wyemigrować na inne strony, poczytać Kominka w oryginale lub znaleźć w sieciowych zasobach kolejny wywiad z najpopularniejszym statystycznie blogerem. Ma znaczenie fakt, że dla sporej rzeszy młodych internautów, doświadczenie obcowania z papierową gazetą było wtórne wobec swobodnego obcowania z ekranem komputera.


Nie wróżę Piano sukcesu. System pobierania płatności, zgodnie z zapowiedziami, ruszy 3 września. Przewiduję za to nieuchronną tabloidyzację on-line'owych serwisów. Z konieczności, w walce o odbiorcę,  nęcić będą co raz to bardziej wydumanymi nagłówkami, podkręconym do granic zdrowego rozsądku leadem i soczystym zdjęciem.  Aby przekonać czytelnika, że warto wyłożyć pieniądze, bo reszta w abonamencie jest jeszcze lepsza. 


via Gazeta Wrocławska


Piano i cienko. Zwłaszcza, że w czasach warunkowanego kryzysowym duchem ograniczania konsumpcji, kiedy to człowiek zwykł ciąć wydatki, które uchodzą za ekskluzywne. Po prawdzie, w tym kraju bez luksusu czytania nie może się obejść paręnaście procent społeczeństwa.

czwartek, 30 sierpnia 2012

Rady dobrego Niemca.


Przyjaciel z Niemiec: u was nie będzie społeczeństwa obywatelskiego dopóki nie przestaniecie się wstydzić zasiadać na spotkaniach w pierwszych rzędach.
***
Nic dodać, nic ująć.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Facebook Amber Gold

Nie ma już CBGB, nie istnieje Talking Heads. Pozostaje tylko pamięć cyrkulująca w Internecie.



Jeśli  gargantuiczne trzewia Facebooka znikną, eksplodują niczym kolejna internetowa bańka, w mig ogołoceni zostaniemy z własnych historii, którymi ten twór utrzymujemy przy życiu, niestrudzenie reanimujemy. 
Żywimy go własną kreacją, emocjami, rozmyślaniami, opowiastkami, zdjęciami i muzyką, mylnie uznając, że Facebook to Internet sam w sobie. Oddajemy mu za bezcen - w niepewną  ajencję - własne relacje z ludźmi. Niepewny to akuszer i powiernik. O amberowym sercu.

środa, 22 sierpnia 2012

Here comes Reignwolf

Nastawcie uszu,  zbliża się Reignwolf.  Żadne tam rzewne, dopieszczone w studio pitolenie dla hipsterskiej gromadki w raybanach i klapkach, ale dziki, smolisty blues krzesany z diabelskiej gitary.  Aż sypią się iskry, żar rozlewa się po trzewiach. Wyczekuję płyty.
 


Wieści z cyber frontu

Niebezpiecznik.pl bierze pod lupę demaskatorski serwis PolandLeaks (ten zaś bierze pod lupę tajne rządowe dokumenty) i zadaje pytania: kto za tym stoi, i na ile jest to poważne przedsięwzięcie. W komentarzach czytelników górę bierze sceptycyzm i zwycięża pokusa snucia teorii o prowokacji służb.

Publiczne zainteresowanie ze strony Marka Zuckerberga działa jak atak DDoS. Założycielowi Facebooka spodobała się aplikacja służąca miłośnikom grillowania. "Lajknięcie" wygenerowało na stronie IGrill taki ruch, że ta na kilka godzin "padła". A gdyby tak Zuckerberger został tajnią bronią, Wallenrodem, Anonymous?

Pracująca na rzecz Departementu Obrony agencja DARPA przygotowuje mapę do prowadzenie cyberwojny, która pozwoli wojskowym na bieżąco śledzić sytuację na polu walki, zapewniając dominację nad przeciwnikiem. Projekt opatrzono nazwą "Plan X". Odnoszę wrażenie, że ta wojna - dziś rozproszona i chaotyczna - trwa w najlepsze: trojany, spamy, malware...

Hakerzy  włamali się na stronę sądu, który skazał członkinie Pussy Riot, i pozostawili na niej antyputinowskie  haseł. Pussy Riot odbijają się Putinowi czkawką...

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Prawa autorskie w oparach science-fiction

Prawa autorskie są względne, ustanawiane arbitralne i jako przedmiot społecznej umowy winny podlegać zmianie. Kto twierdzi inaczej i chce uciąć dyskusję, odwołując się do  przykazania "nie kradnij", musi konsekwentnie uznać za grzech postęp technologiczny. 

Copyright then is part of a mass of legislation that governs the relationship between individual and collective, for the most part defending the former against the latter
- Tim Parks (NewYork Book Review)


Dyskusja o przyszłości praw autorskich nie może się obejść bez biologów molekularnych  myszkujących z DNA. Naukowcom z Harvardu udało się zakodować w łańcuchu DNA książkę, zawierającą 53,426 słów i 11 ilustracji. Z myślą o komercyjnym wdrożeniu chcą metodę opatentować. Wyobraźmy sobie biblioteki, bazy wideo i audio, zapisywane  w łańcuchach kwasu nukleinowego. A w przyszłości terabity danych archiwizowane - być może - w ludzkim organizmie. Jak w owej rzeczywistości będzie wyglądało egzekwowane praw autorskich i regulowanie  dostępu do dóbr intelektualnych i kulturalnych? Gdzie będą przebiegać granice sporu?

struktura DNA

piątek, 10 sierpnia 2012

Biohakerzy zmajstrują nam nowe ciała

Ciało postrzegane jako bariera na drodze ku wyzwoleniu i doskonałości - par excellence religijna myśl towarzyszy homo sapiens od zawsze. Różne średniowieczne sekty - dajmy na to katarzy  - miały do ciała stosunek ambiwalentny, traktując je nierzadko z jawną wrogością, obchodząc się z nim srogo.  W zeświecczałym  świecie to rozwój technologii intensyfikuje utopijne w gruncie rzeczy dążenie, aby znieść biologiczne ograniczenia, wydostać się z cielesnej powłoki, jak dżin z butelki.   Albo Pandora z puszki.

Computers are hardware. Apps are software. Humans are wetware - ten wyimek  z artykułu "Cyborg America inside the strange new world of basement body hackers" jest wymowny, bo prezentuje coraz powszechniejszy w naukowym świecie punkt widzenia. Na hasło, kto czuje się już dziś cyborgiem, gęstnieje las rąk z wszczepionymi czipami.  




czwartek, 9 sierpnia 2012

Zaprogramuj sobie t-shirt

Modowy trend przyszłości to koszulki na baterie, współpracujące ze smartfonem. Oto jedna z propozycji - tshirtOS. Zakładasz i  ruszasz w miasto, mając na sobie ekran, na który -  via telefon - wysyłasz: zdjęcia, filmy, muzykę, tweety. 



Grupa CuteCircuit  przygotowuje  kolejną wersję na Androida.  Szykujcie się elektrohipsterzy. Jeśli nawet  za projektem stoi producent alkoholu,  pomysłowi uczestnicy  politycznych manifestacji i kampanii i tak nadadzą bawełnianemu gadżetowi całkiem inną wymowę.


W temacie krawiectwa jeszcze dorzucę, na koniec, małą atrakcję.

Sewing Machine Orchestra from Martin Messier on Vimeo.

środa, 8 sierpnia 2012

Idą zmiany

W internecie nie ma chwili zastoju. Moją uwagę zwrócił ostatnio koncept Litwinów z agencji New!, którzy wzięli się za odświeżanie Wikipedii. Czas najwyższy. Ich wizja Wikipedia Redefined prezentuje się całkiem zachęcająco. Design jest prostszy, minimalistyczny. Całość wygląda lekko i nowocześnie. Kosmetyczne zmiany czas jakiś temu wprowadził Digg. Na tyle jednak zauważalne, że wielu internatów, wśród nich ja także,  przypomniało sobie o istnieniu serwisu. Efekt: na nowo zacząłem z niego korzystać. 
A co jest godne uwagi poza siecią? The Guardian postuluje banalne, zarazem rewolucyjne zmiany w prawie drogowym:  obowiązkowe lekcje jazdy rowerem dla kierowców. Wczuwając się w sytuacje cyklistów, kierowcy może uświadomią sobie, że drogi nie są wyłącznie ich własnością.
Co u mnie? Planom wakacyjnego wyjazdu nad morze, towarzyszy wakacyjne postanowienie trenowania jogi.  Obym wytrwał. Obym w tym przypadku doświadczył constans.

Jak wyobrażam sobie kolejny OFF Festival

Zanim przez ścianę dźwięku przebiło się finalne "God bless you",  na scenę wkroczył technik i wyłączył gitarzystom wzmacniacze. W ten bezpardonowy sposób zmuszono Swans do zakończenia szamańskiego występu. Występu szokującego intensywnością, bluźnierczego dla ucha, na granicy percepcji i zdroworozsądkowego rozumowania. W pewnym sensie Swans okazał się być papierkiem lakmusowy testującym, jak bardzo „off-owy” jest ten festiwal. Na ile deklaracji zawartej w nazwie, odpowiadają fakty.  Jeśli miałbym czegoś oczekiwać od kolejnego OFF-u, to  więcej  takich zaskoczeń i takiego niedowierzania.



via Popmusic.pl

Na razie - w moim odczuciu - bywa z tym różnie. Mniejsza już o marny pożytek jaki daje OFF-owi  zapraszania artystów pokroju Katarzyny Nosowskiej.  Uprawiając wakacyjne "męskie granie", całkiem dobrze radzi sobie w mainstreamie, więc można byłoby sobie jej koncert darować. Pal licho organizacyjne zgrzyty. W tym roku zza kulis festiwalu wyciekła wieść, że rodzimym artystom nie spodobało się ich odseparowanie od zagranicznych muzyków. Zaserwowano im inny katering, ograniczono dostęp do wejściówek na koncerty.  Wszystko to, na tle całego wydarzenia, wydaje się być detalami.

Natomiast kluczowe jest zachowanie takiej formuły festiwalu, która premiuje odwagę, ferment, twórcze napięcie i eksperymenty. Jeśli w przyszłości głównym miernikiem sukcesu ma być liczba sprzedanych biletów, ilość wypitego piwa, to hasło "off" stanie się wydmuszką. Organizatorzy i sponsorzy, dla których festiwalowa publiczność to tylko szczególnie specyficzny konsument, stopią się w jeden organizm.

Mój utopijny OFF to miejsce, w którym są enklawy wolne od reklamy i nachalnego marketingu. Także takie miejsca (w przypadku polskich festiwali to ciągle unikat), które są przyjazne rodzicom i dzieciom. Akurat katowickie wydarzenie przyciąga ich wyjątkowo wiele.

Wreszcie, myślę o najbanalniejszych udogodnieniach:  kranach z wodą, rowerowych  stojakach, dużej tablicy z ogłoszeniami. Przydałyby się dodatkowe wydarzenia: rozmaite warsztaty i sesje wypełniające porę przed koncertami (joga, tai chi, masaże, relaksacje, zajęcia dla muzyków, producentów, animatorów kultury itd). Od przybytku głowa nie boli.

Festiwal jest obecny na mapie Katowic, co nie oznacza że pożytkuje to, co stanowi miasta potencjał: ciekawe obiekty oraz inwencję mieszkańców. Banalne szwendanie się po katowickich ulicach bez celu ma, owszem, swój urok, lecz nie płynie z tego szczególnie wzbogacające doświadczenie. A gdyby tym wędrówkom  nadać inny wymiar: zabawy i gry np. z przestrzenią lub artystycznych psychogeograficznych  peregrynacji?  Pomysłów i gotowych rozwiązań zapewne dostarczą designerzy, hakerzy, kulturalni animatorzy.  Wystarczy rzucić hasło.

Kolejny ważki aspekt festiwalu dotyczy ekonomii. Jest jasne, że bez dużych pieniądze, nie ma gwiazd, nie ma bogatego programu. Ale mam wrażenie, że organizatorzy za bardzo idą sponsorom na rękę. Bywalec festiwalu wpada w tryby handlowej presji: jeden browar, jeden bank, jedna telefonia. Taki dyktat zaprowadzony przez ekonomiczną monopolistyczną hybrydę nie ma żadnej racji bytu w normalnej, zdrowo ułożonej rzeczywistości. A jednak na niejednym festiwalu staje się normą. Na tym polu OFF ponosi totalną porażką. Ktoś zauważy, to tylko trzy dni. Ale jeśli uznamy, że powielana praktyka z czasem rozpowszechnia się i staje się normą, warto może poszukać jakiegoś innego, wzorotwórczego modelu. Szyld festiwalu chyba do tego zobowiązuje?

Myślę o festiwalu rozciągniętym w czasie, obecnym na okrągło w necie pod postacią podcastów, zapisów z koncertów i nagranych wywiadów z muzykami.  Myślę, o zespołach grających w różnych punktach miasta. Tego, że zjadą do Katowic, aby  na własną rękę prezentować się międzynarodowej publiczności, jestem pewien.
Idzie o to, żeby hasło "off" wiązało się z szerszym doświadczeniem, wykraczającym poza muzykę. Festiwal, mimo swojej cykliczności, jest świętem kultury tymczasowej. Paradoksalnie, aby stał się wydarzeniem znaczącym i wzorotwórczym musi mieć gotowość kwestionowania własnej formuły i ograniczeń. Taki jest warunek rozwoju. Przywołam skrajny przykład - Woodstock. Przeszedł do historii, a jednocześnie okazał się organizacyjną klapą. Gdy jego organizatorzy, straciwszy kontrolę nad imprezą, zmuszeni zostali ogłosić, że to festiwal otwarty dla wszystkich.  Ta odwaga się opłaciła i na pewno nie ucierpiała na tym muzyka.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Antony Hegarty "Future Feminism"

"Future Feminism" pochodzi z "Cut the World", nowej płyty Antony and the Johnsons. Na przednówku jej wydania, nawiązując do tytułu utworu,  Antony Hegarty  nakreślał w wywiadach wizję genderowej, oświatowej rewolucji:  I think kids should take the hormones of the opposite sex for three months as part of their high school experience; just so they understand each other’s operating systems.

Płyta pewnie jest wyśmienita, pomysł z hormonalnymi eksperymentami oddaje tylko ekscentryczne usposobienie wrażliwego artysty i niepodobna, aby zawojował akademickie gremia. 
Jeśli jednak w majstrowaniu przy ludzkim organizmie nauka będzie posuwać się dalej, napotykając coraz słabsze obyczajowe i biologiczne granice, kto wie, czy w przyszłości płeć nie stanie się czymś zupełnie względnym Człowiek nauczy się nią posługiwać, ustawiając, wedle potrzeby, jak program w pralce. Brzmi szokująco.
Zainteresowanym futurystycznym tematem, podrzucam wizualny aperitif: cykl portretów autorstwa  Lelanda Bobbé’a pt. "I mezzi drag di’"

 
 
           via design taxi