Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 stycznia 2013

Polska - parlament na miarę XIX wieku

Trzeba mieć wielce wygórowane mniemanie o własnych kompetencjach żeby zasiadając w parlamencie, który ma niezwyczajne (jak na standardy europejskie) problemy z tworzeniem dobrego prawa regulującego zasadnicze sfery życia publicznego (np. podatki, gospodarka odpadami), uważać się  - górnolotnie - za obrońcę cywilizacji. Zarazem twierdzić, że powstrzyma się  przemiany kulturowe, które sprawiają że mamy tak wiele związków partnerskich (a będzie ich przybywać, gdyż zmieniają się społeczne normy, zaś wpływ Kościoła na obyczajowość maleje).

Konserwatyści mają akurat tyle okazji  w roku i tyle narzędzi, począwszy od politycznych instytucji, mediów i autorytetu różnych religii, że mogą skutecznie wspierać tradycyjny model rodziny i rodzinę jako taką, bez szerzenia paniki. Zamiast wzmagać fobię niech się zajmą organiczną pracą, a zatem niech zakładają fundacje charytatywne, walczą o sensowny system podatkowy, ulgi prorodzinne, dodatkowe pieniądze na edukacje najmłodszych. Niech pomagają rodzinom wielodzietnym, gdyż te są bardziej niż inne narażone na ubóstwo i pozostawione same sobie. Niech konserwatywne bractwo, tak ponad miarę zatroskane stanem moralności całej reszty, pozwoli reszcie żyć i skończy wreszcie z  nakręcaniem moralnej histerii.

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Chińska przestroga dla pijących w Sylwestra

Przeszłość roi się od przykładów "mechanicznego poprawianiu" ludzi. Takich, którym zwykłe towarzyszyły humanitarne przesłanki i pobudki.  Weźmy na przykład metodę lobotomii, za której  opracowanie António Egas Moniz otrzymał w 1949 roku nagrodę Nobla. 



Czytam właśnie, jak w Chinach wyciąga się z nałogu alkoholików, narkomanów: wprowadzając do mózgu elektrody, aby za pomocą prądu wypalać komórki jądra półleżącego, które jest odpowiedzialne za odczuwanie przyjemności. Pacjent traci ochotę do picia wódki, palenia zakazanych substancji i kłucia żył. Proste. A że skutecznie przy okazji degeneruje się jego zdolność - jak przestrzegają inni naukowcy - do odczuwania miłych wrażeń związanych choćby ze spożywaniem posiłku, uprawieniem sexu, słuchaniem muzyki, tańczeniem lub czytaniem książek, jakie ma to znaczenie... zwłaszcza, jeśli uwzględnimy ulgę, którą chirurgiczna interwencja przynosi bliskim narkomana i korzyść, którą odczuje   społeczeństwo, nie radzące sobie z plagą pijaństwa; a może precyzyjniej państwo - nieskore finansować, w znaczącym i zadowalający stopniu, masowe ale i bardziej wyrafinowane - niż kłucie elektrodami - programy pomocy uzależnionym. 

 I znów wracam do historii, bo przecież uczy nas ona iż powoływanie się na społeczne korzyści często ma miejsce tylko po to, aby usprawiedliwiać haniebne czyny i bezeceństwa.  I jeśli mamy serio traktować płynącą z historii przestrogę, to należy już teraz widzieć chirurgiczne praktyki w szerszym kontekście: ideologii i systemu, które panują w Chinach. 





poniedziałek, 19 listopada 2012

Prezydent Wrocławia kontra "patrioci"

Ta wiadomość jest dla mnie pozytywnym zaskoczeniem: prezydent Wrocławia spotkał się z wiceministrem spraw wewnętrznych w związku z brutalną napaścią 11 listopada na squat Wagenburg po zakończonym pochodzie tzw. "patriotów". Dotąd we Wrocławiu obowiązywała urzędowa wykładnia wg. której większego problemu z ksenofobią, agresją i nienawiścią na tle rasowym, kulturowym nie ma.  Od poniedziałku jest inaczej.
Apel Rafała Dutkiewicza do ministra nadzorującego pracę policji o skuteczniejszą niż dotąd interwencję, jest jak najbardziej wskazany. Dziś nikt przy zdrowych zmysłach, nie będzie twierdził, że problemu nie ma. 

Na stronie urzędu miejskiego widnieje znamienne zdanie: "same działania o charakterze edukacyjnym i wychowawczym, które już są prowadzone we wrocławskich  szkołach, nie wystarczą.". Co to oznacza? Być może, że za rok urząd miejski skorzysta z wszelkich dostępnych prawnie środków, aby nie dopuścić do manifestacji NOP i ONR.

piątek, 2 listopada 2012

Rosja wprowadza internetową cezurę

Pod płaszczykiem walki ze "szkodliwymi treściami" od wczoraj w Federacji Rosyjskiej obowiązują cenzorskie regulacje. Rządowa agencja  Roskomnadzor może blokować i usuwać strony internetowe uznane za szkodliwe dla młodego pokolenia. W założeniu chodzi o pornografie dziecięcą oraz narkotyki, ale obrońcy praw człowieka  nie mają złudzeń, że na cenzurowanym znajdą się także portale i blogi krytycznie nastawione do Putina. Co więcej, to na operatorów telekomunikacyjnych i dostawców usług internetowych spada obowiązek kontrolowanie informacji przesyłanych przez ich łącza. Zatem administratorzy stosują technologię DPI, która daje możliwość podsłuchiwania rozmów prowadzonych np. na Skypie, czytania maili,  blokowania wiadomości zawierających konkretne słowa, a nawet ich modyfikowania.

Więcej szczegółów na stronie Wired.

Podwaliny pod system powszechnego nadzoru zbudowała służba bezpieczeństwa (FSB), wprowadzając w latach 90 system SORM dający możliwość kontrolowania rozmów telefonicznych i śledzenie internetowej aktywności. Nic nowego pod słońcem. Oby Federacja Rosyjska nie znalazła naśladowców. Na ACTA historia się nie kończy.

****
P.S. Jeden idiota z kamerą ciągle wzbudza większe oburzenie i szok niż oplatający nas  i nieustannie doskonalony system telewizyjnego monitoringu.


niedziela, 16 września 2012

Arabska Jesień

Najpierw mieliśmy Arabską Wiosnę. Zachód patrzył z podziwem i trzymał kciuki. Teraz z niepokojem  obserwuje arabską wściekłość: inne emocje, inna ich skala oraz inny przeciwnik. Gdzie indziej, przed amerykańskimi ambasadami, gromadzą się wściekłe tłumy demonstrantów. Tylko narzędzie aktywizacji to samo - internetowe łącze. Niech za komentarz do burzy wywołanej przez prowokacyjny, głupi film, obrażający muzułmanów, posłuży cytat:

"Congratulations, rioters. You followed the script perfectly. You did the propagandists’ work for them."
 
"Peace Be Upon You" by William Saletan "Slate".

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Prawa autorskie w oparach science-fiction

Prawa autorskie są względne, ustanawiane arbitralne i jako przedmiot społecznej umowy winny podlegać zmianie. Kto twierdzi inaczej i chce uciąć dyskusję, odwołując się do  przykazania "nie kradnij", musi konsekwentnie uznać za grzech postęp technologiczny. 

Copyright then is part of a mass of legislation that governs the relationship between individual and collective, for the most part defending the former against the latter
- Tim Parks (NewYork Book Review)


Dyskusja o przyszłości praw autorskich nie może się obejść bez biologów molekularnych  myszkujących z DNA. Naukowcom z Harvardu udało się zakodować w łańcuchu DNA książkę, zawierającą 53,426 słów i 11 ilustracji. Z myślą o komercyjnym wdrożeniu chcą metodę opatentować. Wyobraźmy sobie biblioteki, bazy wideo i audio, zapisywane  w łańcuchach kwasu nukleinowego. A w przyszłości terabity danych archiwizowane - być może - w ludzkim organizmie. Jak w owej rzeczywistości będzie wyglądało egzekwowane praw autorskich i regulowanie  dostępu do dóbr intelektualnych i kulturalnych? Gdzie będą przebiegać granice sporu?

struktura DNA

czwartek, 19 lipca 2012

Obyś czuł się bezpieczenie

Scenariusz jest prosty i wielce prawdopodobny. Za kilka lat dowody tożsamości trafią do lamusa, zastąpione przez systemy elektronicznego nadzoru. Idę o zakład.
Jaki bowiem jest pożytek z kawałka plastiku, jeśli tożsamość mamy potwierdzoną cyfrowo/online (żegnaj anonimowości), wokoło czuwają (24 godziny na dobę) kamery monitoringu, rozwijane są systemy identyfikacji twarzy, głosu, źrenic, możliwe jest podsłuchiwanie telefonów, monitorowanie ruchu w internecie, śledzenie via GPS? Każde z tych technologicznych narzędzi jest doskonalone, aby odpowiadało potrzebom społeczeństwa sieciowego/informacyjnego: programowanie =przewidywanie=bezpieczeństwo.
Teoretycznie już dziś - jeśli spiąć w całość rozproszone systemy prywatnego i państwowego monitoringu - niemożliwym staje się poruszanie się po mieście incognito.

Wgląd w powyższą problematykę oferuje rozmowa przeprowadzona przez dziennikarzy The Economist nt. elektronicznego nadzoru w USA: zapóźnień prawa względem technologicznych narzędzi, z jakich na co dzień korzystają tamtejsze organy ścigania.



Postęp w tej sferze jest ogromny. Już obecnie istnieją technologie skanowania odcisków palców na odległość, nawet gdy jest się w ruchu i ...macha rękami. Akurat wszelkiej maści służby  (korporacyjne i państwowe) tylko czekają na zielone światło od legislatorów, żeby z tych narzędzi zrobić legalny użytek.
Staram się regularnie zaglądać na blog Bruce'a Schneier'a, zwanego przez The Economist "security guru".  Ma  renomę, orientację i wiedzę,  trzyma rękę na pulsie.  Ostatnio z niedowierzaniem przyjął informację o testowanym przez amerykański Departament Bezpieczeństwa Narodowego skanerze, który pozwala z odległości ok. 50 metrów przenikać przez ubrania, wykrywając na ciele micro ślady niebezpiecznych substancji (np. narkotyków, ładunków  wybuchowych) oraz mierzyć w organizmie...poziom adrenaliny (!). Przenośny aparat zostanie wprowadzony do użytku w przeciągu 2 lat - informuje serwis Gizmodo. Uskuteczni kontrolę na amerykańskich granicach i w portach lotniczych.  A potem?

Wyobraźmy sobie, że nie jest to bujda na resorach, że chociaż fragment artykułu ma pokrycie w faktach. Zatem dzięki takim "udoskonaleniom" poczujemy się bezpieczniej (to pewne), jednocześnie znacząco zmieniając swój świat na podobieństwo tego z antyutopii "Minority Report".


wtorek, 17 lipca 2012

Posprzątamy po sobie, jak tylko przykręcą śrubę?

Wróciłem  zły z rowerowej przejażdżki po okolicy. Co rusz jakieś dzikie wyspiska. Ręce opadają. Wywózka odpadów do lasu stała się narodowym hobby, konkuruje ze zbieraniem grzybów.
Owszem, można w akcie donkiszoterii nękać telefonami i pismami urzędy odpowiedzialne za sprzątanie. Ta strategia przynosi zazwyczaj połowiczne efekty. Urzędnik, z nawyku, w geście bezradności rozłoży ręce i sięgnie po banalne alibii: walczymy z wiatrakami. Wandali i bałaganiarzy nie sposób namierzyć, złapać na gorącym uczynku. Mam rozumieć, że są nieuchwytni jak Batman? Nie, mamy za mało strażników miejskich i marne przepisy.

Aczkolwiek, urzędnicy czasem spuszczą z tonu, jeśli "wjedzie" im się na ambicję. Kilkanaście dzikich wysypisk, które powstały niecałe 2 kilometry od nowego wrocławskiego stadionu, zniknęło po mailowych sugestiach, że to obciach tolerować stosy odpadów pod nosem zagranicznych kibiców. 

Być może poprawę odczujemy dopiero latem przyszłego roku. Nowa ustawa o utrzymaniu czystości daje gminom czas do lipca 2013 r. na wprowadzenie podatku śmieciowego. Będzie naliczany w zależności od pow. mieszkania, liczby domowników albo ilości zużytej wody. Uderzy nas po kieszeni. Koniec, kropka. 
Mamy więc kij. Brakuje marchewki czyli zachęty, aby brać sprawę w swoje ręce, w przekonaniu że się opłaca, że warto.



W brazylijskim Jundiaí, śmieci nadające się do odzysku wymienisz na warzywa i owoce, uprawiane w miejskich ogrodach. Komunalny program "Pyszny recycling" prowadzony jest od 10 lat.Wystarczająco długo, aby mieszkańcy wyrobili sobie ekologiczne nawyki: sprzątania i zdrowego odżywiania. 
Rozwiązanie proste i efektywne: odwołuje się do indywidualnej zapobiegliwości  i smykałki.  Ale to raczej zbyt skomplikowany projekt jak na nasze realia. Wszak żyjemy w kraju, w którym przez ostatnie 30 lat nie udało się rozwiązać problemu skupowania butelek.

czwartek, 12 lipca 2012

Radiohead w sporze z Komisją Europejską o prawa autorskie

Spór nie dotyczy osławionego piractwa, lecz  trybu wypłacania honorariów przez organizacje zarządzające zbiorowo prawami autorskimi. Oto bowiem  Komisja Europejska planuje zagwarantować  im dodatkowych 12 miesięcy na rozliczenie się z artystami. W przypadku, gdyby nazwisko twórcy nie zostało ustalone w przeciągu 5 lat,  stowarzyszenie przejmowałoby tantiemy.

You stole our hopes - napisali w liście do Komisji Europejskiej brytyjscy muzycy,  wśród m.in. członkowie Pink Floyd oraz Radiohead. O sprawie donosi portal Presseurop, powołując się na The Daily Telegraph.
Artyści wypominają unijnym urzędnikom, że nie wywiązali sie ze złożonej obietnicy ukrócenia praktyki przetrzymywania pieniędzy przez organizacje rozdzielające tantiemy.
Jeszcze nie opadł kurz bitewny po wielomiesięcznej batalii o ACTA, w której organizacje zarządzające zbiorowo prawami autorskimi szermowały hasłami obrony interesów i praw twórców, gdy krytykowane przez artystów same trafiły pod pręgierz.

niedziela, 8 lipca 2012

"Legalize love" - Google wspiera legalizację związków partnerskich

O nowej wymierzonej w homofobię kampanii Google, informuje m.in. Huffington Post.  Kampania, o wymiarze globalnym, oficjalnie miała ruszyć wczoraj (7 lipca), skupiając się na Singapurze i ...Polsce. 

It will tackle places where it is illegal to be gay, or where there are other anti-gay laws or where the culture is homophobic- relacjonuje gejowski portal GayStarNews, powołując się na  M. Palmer-Edgecumbe'a, przedstawiciela Google, uczestnika zorganizowanego w Londynie  globalnego szczytu dedykowanego mniejszościom seksualnym. Dalej czytamy w relacji, iż Palmer Edgecumble zapowiada lobbowanie rządów na rzecz praw środowisk LGTB.  Zatem, będą spotkania z ministrem Gowinem?
 
Spróbujcie, wpisując w wyszukiwarce Google hasło "Legalize Love", znaleźć oficjalne stanowisko tej firmy albo ślad kampanijnej agitacji: jakieś logo, motto, wide albo internetowy baner. Mnie się nie udało. Dziwna kampania, polegająca na braku kampanii. Chyba, że  cała historia to czysty  fake, choć w takim razie błyskawicznie powinno się pojawić dementii Google. Temat jest zbyt istotny, a firma zbyt znacząca, aby, ot tak, historię zbyć milczeniem. 

Jeśli jednak jest coś na rzeczy, pojawią się emocje i kontrowersje. Konserwatywno-prawicowa część sceny politycznej uderzy w bęben. Już widzę wysyp zjadliwych komentarzy, wezwania do bojkotu i  pikiety przed polskim biurem Google.  Może właśnie obawy przed radykalną reakcją sprawiły, iż zamiast oficjalnej inauguracji kampanii "zalegalizujmy miłość" mamy   kampanię "ciszej o tej miłości"?

piątek, 6 lipca 2012

Bezpieczne czaty: Cryptocat i ChatStep

Prywatności w necie jest jak na lekarstwo. Kto jej pożąda, słono zapłaci, jak za każdą usługę premium.  Tak będzie wyglądała nasza przyszłość.
Casus Facebooka - kontrowersje, które budzi polityka prywatnościowa społecznościowego giganta -  powinny z kolei wzbudzać naszą czujność, jeśli wręcz nie skłaniać do szukania alternatyw, prywatnych, a zarazem bezpiecznych kanałów komunikacji.
Lifehacker  zachwala ChatStep. Jest prosty w obsłudze jak zapalniczka. Serwis nie zapisuje naszych rozmów. Zaszyfrowane wiadomości znikają wnet, bez śladu, gdy tylko użytkownik wyjdzie z chat roomu.  W podobny sposób funkcjonuje Cryptocat.


Cryptocat Adventure! from Nadim Kobeissi on Vimeo.

poniedziałek, 2 lipca 2012

Rowerem do policyjnej izby zatrzymań

Holenderski dziennikarz się zdziwił, że w Polsce za jazdę na rowerze, po paru piwach, ląduje się w policyjnym dołku. Wyjść ze zdumienia nie mogą jego krajanie, którym historię z Krakowa opisał. 

Ile muszą się nami nadziwić obcokrajowcy, by nasi legislatorzy, juryści, służbiści - wykonując swoje obowiązki - opanowali sztukę kierowania się zdrowym rozsądkiem?