Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 lutego 2013

10 przykazań cnotliwego ateisty wg. Alaina de Bottona

Przykazanie pierwsze jest najważniejsze, gdyż warunkuje resztę moralnych zaleceń. Tak ma się  np. z biblijnym dekalogiem, w którym przywołuje się Boga jako ustawodawcę i główny punkt odniesienia. 
Alain de Botton w swoim zbiorze przykazań dla ateistów największe znaczenie przypisuje wytrwałości, w sytuacji, gdy sprawy mają się źle. Dopiero drugie przykazanie rezerwuje dla empatii. Ateizm jest mi obcy,  unieważnia prawo do wątpienia, zatem jest jak religia równie dogmatyczny (niejako à rebours),  ale też nie z tego powodu kodeks zaproponowany przez Bottona uważam za pomyłkę.   




Alain de Botton's 'list for life'
Resilience: Keeping going even when things are looking dark.
Empathy: The capacity to connect imaginatively with the sufferings and unique experiences of another person.
Patience: We should grow calmer and more forgiving by being more realistic about how things actually happen.
Sacrifice: We won't ever manage to raise a family, love someone else or save the planet if we don't keep up with the art of sacrifice.
Politeness: Politeness is closely linked to tolerance, -the capacity to live alongside people whom one will never agree with, but at the same time, cannot avoid.
Humour: Like anger, humour springs from disappointment, but it is disappointment optimally channelled.
Self-awareness: To know oneself is to try not to blame others for one's troubles and moods; to have a sense of what's going on inside oneself, and what actually belongs to the world.
Forgiveness: It's recognising that living with others is not possible without excusing errors.
Hope: Pessimism is not necessarily deep, nor optimism shallow.
Confidence: Confidence is not arrogance - rather, it is based on a constant awareness of how short life is and how little we will ultimately lose from risking everything.

Żródło: The Age

Za elementarne przykazanie, któremu winniśmy być wierni w naszych codziennych poczynaniach,  uważam nie szkodzenie innym, a tym bardziej - ujmując zagadnienie skrajnie - pozbawienie kogokolwiek życia. To elementarne zalecenie wg. buddyzmu w ogóle obejmuje wszystkie żywe istoty. Koniec, kropka.

Swoją drogą, problemem nie jest brak właściwych dekalogów, kodeksów, wartościowych systemów etycznych, wręcz przeciwnie jest  ich cała mnogość. Można w nich przebierać do woli. Problemem jest letni doń i błahy stosunek. A to jest kwestia bardziej edukacji i psychologii niż  religijnej lub filozoficznej podbudowy. Osoba nawet najbardziej poczytnego eseisty i pisarza ze słusznymi filozoficznymi ambicjami, autorytetu nawet najsłuszniejszym kodeksom nie przysporzy. Tak jak uwiarygodni je postępowanie  zwyczajnych ludzi.  

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Gdzie Facebook, a gdzie życie...

Wynieść się z Facebooka. To mogło być jedno z noworocznych postanowień. Trudne do zrealizowania, jeśli chce się utrzymywać kontakt ze znajomymi.  Łatwe jeśli w pokurczonym przed komputerem ciele budzi się myśl o cyfrowym odwyku i  jeśli ma się poczucie, iż wpatrywanie godzinami w fesbukową tablicę ogłoszeń zabija co najwyżej nudę, a objawami przypomina stupor.

Tak przy okazji, czy są jakieś socjologiczne badania wskazujące, jaki procent z 10 mln polskich użytkowników FB stanowią  bezrobotni?

"„Życie na Facebooku” to nie jest prawdziwe życie, jakie dane jest nam do przeżycia. To nie jest moje życie i nigdy moim nie będzie." - oświadcza Jarosław Makowski, szef Instytutu Spraw Obywatelskich. Odnoszę wrażenie, że czyni to w manierze rozczarowanego neofity, zaskoczonego owczym pędem, z jakim naród rzucił się do "fejsbukowania". Tekst przeczytać warto; nie będę prorokiem stwierdzając, że jak zawsze i tu pojawi się trend przeciwny: odwrotu od FB w poszukiwaniu innych cyfrowych atrakcji. 

Zdrowy rozsądek podpowiada, że gdzie indziej - odnawiając kontakt z przyrodą - a nie tkwiąc przed ekranem, warto ożywić w sobie pokłady kreatywności i wewnętrznej inspiracji, dowodzą tego ustalenia naukowców.

piątek, 7 września 2012

Swans - No Words No Thoughts



10 minut piekielnego łomotu. Wywołującego u jednych grymas zniechęcenia i nudę. U innych dreszcze. Skąd ta potrzeba dążenie do muzycznej skrajności? Po jakie licho oni nas tak torturują?  (Kto był na OFF-ie, wie o czym mówię)

Żeby ocalić muzykę i autentyczne, głębokie doświadczenie, związane z jej odbiorem, najpierw muzykę trzeba zabić, docierając do jej ekstremum. Tak pojmuję ich strategię. Swans nie pastwi się nad naszymi zmysłami, tak jak czynimy to codziennie, i czynimy bezwiednie, pompując w uszy popierdolony radiowy plastik, kiczowate, obrobione komputerowo mruczando, melodyjki dla otępiałych. Masowym wyborem stało się miałkie, pozbawione atencji, wrażliwości i ciekawości  odbieranie dźwięków, brzmień, melodyki, harmonii. Kogo dziś obchodzi liryzm, trans, sakralność, uniesienie, przerażenie, duma? Liczy się najwyżej letni hit do samochodu i potańcówka.

Swans dokonuje egzekucji. Odstrzeliwuje nam głowę. Tym aktem radykalnym prowokuje skrajne odczucia. Jak w Biblii: zawierzenie  albo odrzucenie. Reszta się nie liczy. Albo gorąco, albo zimno.
Muzyka zmartwychwstaje w ciszy. A że tylko nieliczni są w stanie to pojąć, nie szkodzi. Nie ma kogo żałować.

czwartek, 30 sierpnia 2012

Rady dobrego Niemca.


Przyjaciel z Niemiec: u was nie będzie społeczeństwa obywatelskiego dopóki nie przestaniecie się wstydzić zasiadać na spotkaniach w pierwszych rzędach.
***
Nic dodać, nic ująć.

środa, 22 sierpnia 2012

Here comes Reignwolf

Nastawcie uszu,  zbliża się Reignwolf.  Żadne tam rzewne, dopieszczone w studio pitolenie dla hipsterskiej gromadki w raybanach i klapkach, ale dziki, smolisty blues krzesany z diabelskiej gitary.  Aż sypią się iskry, żar rozlewa się po trzewiach. Wyczekuję płyty.
 


środa, 8 sierpnia 2012

Idą zmiany

W internecie nie ma chwili zastoju. Moją uwagę zwrócił ostatnio koncept Litwinów z agencji New!, którzy wzięli się za odświeżanie Wikipedii. Czas najwyższy. Ich wizja Wikipedia Redefined prezentuje się całkiem zachęcająco. Design jest prostszy, minimalistyczny. Całość wygląda lekko i nowocześnie. Kosmetyczne zmiany czas jakiś temu wprowadził Digg. Na tyle jednak zauważalne, że wielu internatów, wśród nich ja także,  przypomniało sobie o istnieniu serwisu. Efekt: na nowo zacząłem z niego korzystać. 
A co jest godne uwagi poza siecią? The Guardian postuluje banalne, zarazem rewolucyjne zmiany w prawie drogowym:  obowiązkowe lekcje jazdy rowerem dla kierowców. Wczuwając się w sytuacje cyklistów, kierowcy może uświadomią sobie, że drogi nie są wyłącznie ich własnością.
Co u mnie? Planom wakacyjnego wyjazdu nad morze, towarzyszy wakacyjne postanowienie trenowania jogi.  Obym wytrwał. Obym w tym przypadku doświadczył constans.

poniedziałek, 16 lipca 2012

Jesień z The xx i Passion Pit

Jeszcze nie byłem na wakacjach, a już zapobiegawczo szukam odpowiedniej muzyki na schyłkową fazę lata. Takiej, która pozwoli w miarę łagodnie przejść w stan jesiennej hibernacji. Przyznam, że falami nawiedza mnie wówczas spleen. Bywa męczący i regularny jak esemesy komórkowego operatora.
11 września wychodzi drugi krążek the xx.  Otwierający płytę utwór "Angels" przywołuje końcowe kadry wyimaginowanego filmu drogi: krople wolno spływają po szybie samochodu, porzuconego we mgle między drzewami. Z pojazdu dobywa się radiowa muzyka, wabiąc uzbrojonych w latarki ludzi. Przedzierają się przez wysoką trawę...
Każdy ma inne skojarzenia, i pewnie znajdzie się gdzieś miejsce na wątpliwy happy end.




It's daring, powerful and impressively nuanced -  rekomentuje nową płytę Passion Pit recenzent radia NPR. "Grossmer"  przynosi soczyste brzmienie i garść rozbujanych popowych melodii, obcych słowiańskiej duszy. W kraju nad Wisłą tak się nie śpiewa i nie komponuje takich piosenek. 
Passion Pit jak bryza, działa orzeźwiająco. I pewnie takie zastosowanie znajdę dla nowej płyty. Zaplikuje sobie soniczny farmaceutyk, pobudzający sterane synapsy, słabnące neuroprzekaźniki. 

niedziela, 15 lipca 2012

Roślinożercy idą w miasto

Przybywa we Wrocławiu miejsc dla wegetarian. Normalniejemy. W zeszłym roku zadebiutowała klubokawiarnia  "Złe Mięso". Parę tygodni temu "Machina Organika", która w stylowych wnętrzach, kusi wegańskimi potrawami sporządzonymi w kosmiczny iście sposób. Zero smażenia, żadnych jajek, a jeśli już mleko to z orzechów nerkowca. Dla mnie potrawą nie z tej ziemi jest np. sałatka z makaronu ryżowego, sosu orzechowo-kokosowego, fasolek mung adzuki, boczniaków i shiitake.
Oba miejsca powstały z pasji. Karmią suto i sprawiają satysfakcję podniebieniu. Przemierzając regularnie Rynek zachodzę często do baru "Vega". W tym miejscu, kilkanaście lat temu, zaczęła się moja przygoda z wegetarianizmem. Bar ma się dobrze i choć pozornie to najmniej freakowe miejsce, największe dla alternatywnej społeczności  ma zasługi.  


 ***
Wegatarianizm, ba, w ogóle kulinarna aktywność,  bywa polem kulturowej rywalizacji. Przez zołądek do serca, z pokojowym przesłaniem, chcą  trafić pomysłodawcy Conflict Kitchen. W jadłodalni serwują potrawy krajów, z którymi USA utrzymuje napięte stosunki. Skosztować można smakołyków kuchni irańskiej, afgańskiej albo kubańskiej. Życząc  smacznego, mam  drugie, geopolityczne życzenie:  oby nie przybywało potraw z innych krajów.

Na marginesie,  Złe Mięso to również wioska w Borach Tucholskich. 40 chałup na krzyż, kapliczka i skup leśnego runa. Nazwę zawdzięcza rzekomo złemu karczmarzowi. 

piątek, 6 lipca 2012

Bezpieczne czaty: Cryptocat i ChatStep

Prywatności w necie jest jak na lekarstwo. Kto jej pożąda, słono zapłaci, jak za każdą usługę premium.  Tak będzie wyglądała nasza przyszłość.
Casus Facebooka - kontrowersje, które budzi polityka prywatnościowa społecznościowego giganta -  powinny z kolei wzbudzać naszą czujność, jeśli wręcz nie skłaniać do szukania alternatyw, prywatnych, a zarazem bezpiecznych kanałów komunikacji.
Lifehacker  zachwala ChatStep. Jest prosty w obsłudze jak zapalniczka. Serwis nie zapisuje naszych rozmów. Zaszyfrowane wiadomości znikają wnet, bez śladu, gdy tylko użytkownik wyjdzie z chat roomu.  W podobny sposób funkcjonuje Cryptocat.


Cryptocat Adventure! from Nadim Kobeissi on Vimeo.

środa, 4 lipca 2012

Opener'owy lipiec

Zarzekam się, jak co roku, że utyskiwać na deszczowo-upalny lipiec nie będę. Nie ulegę ckliwym szantażom pogodynek, nie poddam się presji meteopatów. Lipiec od zawsze był arcykapryśnym miesiącem. W 1921 roku, w Prószkowie (Opolszczyzna), odnotowano rekordowe upały - ponad  40 °C. Dziś we Wrocławiu siąpiło. W strumykach, wijących się przez spękany asfalt, pojawiły się żabki. 


Z kaloszami zwykł mi się kojarzyć Opener.  Festiwal właśnie się zaczął, pewnie znów będzie błotnisto-euforycznie. Podpatruję na festiwalowym yotubowym kanale pląsający YEASAYER . Może przetrwam do północy i popatrzę sobie na koncertujących staruszków z New Order. W niedzielę przed pierwszą w nocy transmisja koncertu Brygady Kryzys. Szkoda, że nie grają ze wschodem słońca.