Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 września 2012

Samoniszczący się smartfon

The only function is to have no function -  ten krótki opis pozwala oswoić się z widokiem iskrzących się i  zacinających artefaktów Jeana Tinguely'ego.  W naszej epoce, w której rządzi niepodzielnie dyktat produktywności i kult celowości, stają się one manifestacją heretyckiej schizmy. Niektóre z "maszyn" osiągnęły heroiczny kres, ulegając samozniszczeniu ("Homege to New York", 1960). Wyobraźmy sobie zatem, utrzymane w tym duchu, np.  aplikacje na smartfona.

piątek, 7 września 2012

Swans - No Words No Thoughts



10 minut piekielnego łomotu. Wywołującego u jednych grymas zniechęcenia i nudę. U innych dreszcze. Skąd ta potrzeba dążenie do muzycznej skrajności? Po jakie licho oni nas tak torturują?  (Kto był na OFF-ie, wie o czym mówię)

Żeby ocalić muzykę i autentyczne, głębokie doświadczenie, związane z jej odbiorem, najpierw muzykę trzeba zabić, docierając do jej ekstremum. Tak pojmuję ich strategię. Swans nie pastwi się nad naszymi zmysłami, tak jak czynimy to codziennie, i czynimy bezwiednie, pompując w uszy popierdolony radiowy plastik, kiczowate, obrobione komputerowo mruczando, melodyjki dla otępiałych. Masowym wyborem stało się miałkie, pozbawione atencji, wrażliwości i ciekawości  odbieranie dźwięków, brzmień, melodyki, harmonii. Kogo dziś obchodzi liryzm, trans, sakralność, uniesienie, przerażenie, duma? Liczy się najwyżej letni hit do samochodu i potańcówka.

Swans dokonuje egzekucji. Odstrzeliwuje nam głowę. Tym aktem radykalnym prowokuje skrajne odczucia. Jak w Biblii: zawierzenie  albo odrzucenie. Reszta się nie liczy. Albo gorąco, albo zimno.
Muzyka zmartwychwstaje w ciszy. A że tylko nieliczni są w stanie to pojąć, nie szkodzi. Nie ma kogo żałować.

środa, 5 września 2012

Nieznośna lekkość inwigilacji

Cudny widok, nieprawdaż? I pomyśleć tylko, że  za pewien czas szwadrony quadrokopterów - uzbrojonych w kamery, fotoradary, detektory ruchu - będę, zamiast stójkowych, patrolować nasze osiedla i ulice.
Poniżej zapis akcji "The Cloud in the Web," prezentowanej w austriackim Linz.

środa, 22 sierpnia 2012

Here comes Reignwolf

Nastawcie uszu,  zbliża się Reignwolf.  Żadne tam rzewne, dopieszczone w studio pitolenie dla hipsterskiej gromadki w raybanach i klapkach, ale dziki, smolisty blues krzesany z diabelskiej gitary.  Aż sypią się iskry, żar rozlewa się po trzewiach. Wyczekuję płyty.
 


czwartek, 9 sierpnia 2012

Zaprogramuj sobie t-shirt

Modowy trend przyszłości to koszulki na baterie, współpracujące ze smartfonem. Oto jedna z propozycji - tshirtOS. Zakładasz i  ruszasz w miasto, mając na sobie ekran, na który -  via telefon - wysyłasz: zdjęcia, filmy, muzykę, tweety. 



Grupa CuteCircuit  przygotowuje  kolejną wersję na Androida.  Szykujcie się elektrohipsterzy. Jeśli nawet  za projektem stoi producent alkoholu,  pomysłowi uczestnicy  politycznych manifestacji i kampanii i tak nadadzą bawełnianemu gadżetowi całkiem inną wymowę.


W temacie krawiectwa jeszcze dorzucę, na koniec, małą atrakcję.

Sewing Machine Orchestra from Martin Messier on Vimeo.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Antony Hegarty "Future Feminism"

"Future Feminism" pochodzi z "Cut the World", nowej płyty Antony and the Johnsons. Na przednówku jej wydania, nawiązując do tytułu utworu,  Antony Hegarty  nakreślał w wywiadach wizję genderowej, oświatowej rewolucji:  I think kids should take the hormones of the opposite sex for three months as part of their high school experience; just so they understand each other’s operating systems.

Płyta pewnie jest wyśmienita, pomysł z hormonalnymi eksperymentami oddaje tylko ekscentryczne usposobienie wrażliwego artysty i niepodobna, aby zawojował akademickie gremia. 
Jeśli jednak w majstrowaniu przy ludzkim organizmie nauka będzie posuwać się dalej, napotykając coraz słabsze obyczajowe i biologiczne granice, kto wie, czy w przyszłości płeć nie stanie się czymś zupełnie względnym Człowiek nauczy się nią posługiwać, ustawiając, wedle potrzeby, jak program w pralce. Brzmi szokująco.
Zainteresowanym futurystycznym tematem, podrzucam wizualny aperitif: cykl portretów autorstwa  Lelanda Bobbé’a pt. "I mezzi drag di’"

 
 
           via design taxi

środa, 18 lipca 2012

Zaprosić Spencera Tunicka do Polski?

Aresztowany kilkakrotnie, ciągany po sądach, uznał że zdjęć w USA więcej robić nie będzie. W Izraelu ortodoksyjna partia Szas chciała zablokować jego kolejny projekt, forsując przepis o karaniu "gorszycieli" rokiem więzieniem za obnażanie się w miejscach publicznych.  Spencera Tunicka powstrzymać się nie nie udało. W "rozbieranej" sesji nad Morzem Martwym wzięło udział tysiąc Izraelczyków.  Przedstawiciel Szas Nissim Zeev przekonywał, że pod płaszczykiem sztuki uprawia się prostytucję. Akurat sejsa związana była  z kampanią promującą Morze Martwe jako jeden z siedmiu cudów natury. Ot, każdy widzi, co chce.

Sporo trzeba samozaparcia, żeby w kompozycjach zbudowanych z tysiący nagich ciał, monumentalnych scenerii, dopatrzeć się erotyki. Liczą się skala, perspektywa i napięcie pomiędzy ciałem a przestrzenią, która zazwyczaj nagości jest obojętna. Gdzie w tle pojawia się pytanie, jak wiele trzeba poczynić przygotowań, aby ludzkiej spontanicznej masie nadać właściwą strukturę, wartą uwiecznienia na fotografii. 

Spencer  Tunick pracujący w Polsce? To dopiero byłoby wyzwanie. Nie logistyczne, co obyczajowe, mając na uwadze obiekcje zgłaszane przez rozmaitych moralistów. W swoim dorobku ma on przecież sesje robione na stadionie. Mamy więc punkt zaczepienia?

                         Spencer Tunick via Trendland

czwartek, 5 lipca 2012

Kinetyczny deszcz "Kinetic Rain"

Ponad 1200 metalowych kropli (wykonanych z brązu) i zawieszonych pod sufitem terminala w Singapurze, które wykonują 15-minutowe sekwencje choreograficzne. Mechaniczna poezja. 
Konstrukcja "Kinetic Rain" jest dziełem niemieckiej firmy ART+COM;  sterowalnym i przewidywalnym. W przeciwieństwie do prawdziwego deszczu. 

 
via hungeree

wtorek, 3 lipca 2012

Przeżyłem. Survival 10. Przegląd Sztuki

„Up to you/Wszystko zależy od Ciebie” - hasło Survival 10. Przeglądu Sztuki kibole potraktowali dosłownie: kradnąć jedną z prac Doroty Nieznalskiej. Pewnie poczuli się zobowiązani zaznaczyć swą obecność-  tegoroczny przegląd sztuki orbitował wokół tematyki sportu, fiksacji na punkcie piłki, barw klubowych, kapitalizmu i schizofrenii, polityki, kultury fizycznej itp, itd.

"Fani" rozmaitych frakcji i prądów w sztuce nowoczesnej nie zwykli, w przeciwieństwie do kibiców, eksponować swoich gustów, pasji i antypatii. Trudno więc wywnioskować, jak rozkładały się opinie: kto Survivalowi kibicował i się zachwycał,  kto wędrując dookoła stadionu "Oławka" grymasił i kręcił głową.

Kilka prac wywarło na mnie wrażenie, zwłaszcza te, które kuratorskim zamysłem zainstniały obok siebie. Np. "Pożywka dla tłumu" Dominiki Łabądź sąsiadująca z "Meczem" Pawła Modzelewskiego. Głos Jana Ciszewskiego, komentującego mecz Polska-Brazylia (1974) rozbrzmiewał na pustych trybunach zdezelowanego podrzędnego stadionu, na którym tylko stos słonecznikowych łupinek przykuwał wzrok.
Nie dane mi było - z wrodzonego gapiostwa - zobaczyć w akcji grupy "ŁUHUU!". Boleję,  gdyż wrocławskim  performerkom  kibicuję od dawna.

Nie umknął mi finisz kilkudniowej "Wystawki" Alicji Patanowskiej. Akcja  wprost nawiązywała do historii Niskich  Łąk, popularnego przez parę dekad targowiska, pchlego targu prima sort.  Alicja rozdawała wszystkie, gromadzone latami rzeczy, każdą opatrując szczególnego rodzaju metką. Tak jak zegarek, prezentowany poniżej, który  trafił w moje ręcę.



W pomyśle Alicji Patanowskiej przemawiają do mnie, i wybijają  na pierwszy plan, bezpretensjonalność  i afirmacja życia, widzianego przez prymat elementarnych międzyludzkich relacji. Proste i wymowne.