wtorek, 30 października 2012

Tactical Urbanism

Miasto, miejskość, rewitalizacja  - to tematy na topie, lecz dyskusja o nich  zbyt często grzęźnie w wysoce stężonych oparach akademickości. Zamiast trzymania się realiów życia codziennego i konkretu, zamiast szukania praktycznych rozwiązań mamy wysyp publikacji na takich poziomie abstrakcji, że pożytek z nich dla mieszkańców głodnych zmiany jest nikły. 
Kto sięgnie po "Tactical Urbanism" znajdzie pomysły, o których pewnie gdzieś słyszał, lecz które łatwo i z powodzeniem może wdrożyć.  Akurat w tym przypadku nawiązywanie do gotowych rozwiązań nie przynosi żadnej ujmy, gdyż z tej popularyzacji wynika większa korzyść.

środa, 24 października 2012

Polska nie jest modna

Zbliża się  11 listopada, który zdominowany przez ceremonialność rodem ze szkolnej akademii i zwyczajowe zadymy ultrasów nie stanie się świętem w wydaniu ludycznym, ani tym bardziej, nie zostanie wykorzystany do promocji w świecie. Zresztą, czy Polska to marka modna i rozpoznawalna? Parę lat temu pewien spec od marketingu sugerował, że  charakteryzuje nas "twórcze napięcie". Nie wiem do dziś, co miał na myśli.  Może dyplomatycznie odnosił się do splotu naszych narodowych przywary: kłótliwości i zajadłości?
Po prawdzie, jesteśmy peryferyjnym krajem, mało rozpoznawalnym i na tyle mało egzotycznym, że hasło "Polska" nie wzbudza większego zainteresowania na rozległej przestrzeni od Sydney po Vancouver, Las Palmas po Władywostok.

Przyznam, lubię rankingi. Są ważnym punktem odniesienia, warto się porównywać z innymi. Dowiadujemy się wówczas więcej o sobie. 
Firma FutureBrand przepytała 3,6 tys. osób z 18 krajów, przemierzających glob turystycznie i w interesach.   Efekt: lista 15 państw uznanych za "wschodzące marki."  Kryteria wyboru oczywiste - obok klimatu inwestycyjnego i kuchni liczyły się m.in.  jakość  środowiska naturalnego, poczucie wolności i bezpieczeństwa, postęp na drodze przestrzegania międzynarodowym standardów prawa, satysfakcja  z życia oraz zdrowie. 
Liderem rankingu okazały się Emiraty Arabskie, w środku wylądowała Estonia, stawkę zamyka Wietnam. Nie ma na liście Polski. Jest za to Kazachstan. I tu ciekawe, spostrzeżenie. W przypadku tego kraju mobilizująco zadziałał "efekt Borata". Karykaturalna fikcyjna postać ośmieszająca kazachską kulturę  podziałała na tamtejsze władze jak zimny prysznic.  Wzięto się do roboty i odnotowano pewien postęp, choć ciągle krajem rządzi powszechnie uchodzący za satrapę Nazarbajew.

Wracając do pytania. Bez złudzeń: mamy wzrost gospodarczy, ale to nie oznacza, że mamy to, czego inni mogą nam pozazdrościć. Nikt nie będzie przyjeżdżał do Polski tylko dlatego, że zbudowaliśmy nowe, większe markety, drogi, lotniska oraz stadiony.  Są równie ważne jak ciepła woda w kranie, na którą nikt nie zwraca uwagi dopóki jest. Z jej powodu nie pieje się z zachwytu. Czym zatem możemy się pochwalić? Przyrodą i kulturowym dziedzictwem, których nie cenimy, nie znamy i nie pielęgnujemy? Od tego można by  zacząć, bo to prostsze zadanie,  niż wyczyn Finów: przekształcili Nokie, firmę  produkującą kalosze i łopaty,  w producenta telefonów komórkowych. 

wtorek, 23 października 2012

Widmo wielkiego brata krąży po Internecie

Biuro ONZ ds. Narkotyków i Przestępczości opowiada się za zaostrzeniem kontroli w sieci na poziomie międzynarodowym.  W raporcie pojawia się np. propozycja regulacji ograniczającej anonimowe korzystania z publicznej sieci wi-fi.
"Requiring registration for the use of Wi-Fi networks or cybercafes could provide an important data source for criminal investigations."
O dziwo, parę tygodni temu z  podobną "ofertą" wystąpił minister ds. komunikacji i prasy Federacji Rosyjskiej, który podyktowany troską o dobro nieletnich (sic!), zaproponował wprowadzenie zakazu korzystania przez nich z darmowych, publicznych hot spotów.  Ciekawe, jak zareagują sieciowe kawiarnie w rodzaju Starbucksa, w których taka usługa traktowana jest zwyczajowo, jako dodatek do kawy. Podejrzewam, że zamiast pedagogicznej troski (sic!) mamy  tu więcej do czynienia z urzędniczą zapobiegliwością i potrzebą takiego ograniczanie dostępu do sieci, aby skutecznie utrudnić młodym ludziom komunikowanie się i samoorganizację. Zwłaszcza po to, by nie knuli przeciwko władzy.

***
Dyrektorem wykonawczym Biura ONZ ds. Narkotyków i Przestępczości jest rosyjski dyplomata, były ambasador w Wielkiej Brytanii.

niedziela, 21 października 2012

Nowy tydzień: nowa lektura

Nie korzystam z Piano Media i nie sądzę, aby w przewidywalnej przyszłości system pobierania kasy za czytanie online miał w Polsce wypalić. (Retoryczne pytanie: co sądzą o nim internauci?) 
****

Ateizm to rodzaj religii à rebours. Demagogiczna żarliwość, z jaką niektórzy ateiści dowodzą, iż nie istnieje nic ponad to, co jawi się naszym zmysłom, co obejmuje intelekt, można spuentować pukaniem w agnostyczną głowę. Polecam artykuł o toksycznym obliczu nowego ateizmu (któremu patronują Dawkins i Harris): "Toxic atheism drives people apart". 

****

Pewnie nie doczekamy się rozstrzygnięcia w sprawie domniemanych więzień CIA w Polsce.  Politycy są w tej śmierdzącej  sprawie wyjątkowo zgodni i chętnie zamietliby ją pod dywan. Dominic Streatfeild przeprowadził cykl wywiadów  ("Research for Brainwash: The Secret History of Mind Control")  ze specjalistami od  technik przesłuchań.  Pasjonujące i zarazem zatrważające.
 

poniedziałek, 15 października 2012

Komu potrzebny jest "Przekrój"?

To przypadek, chyba w ogóle jedyny w historii prasy, gdy co pewien czas gazeta przechodzi drastyczną metamorfozę, równie karkołomną jak np. przekształcenie "Nie" w tytuł pokrewny "Tygodnikowi Powszechnemu". 

Nowa generacja, dziś raczej z przypadku sięgająca po dawny krakowski tygodnik, nie ma bladego pojęcia, na czym zasadzała się jego wyjątkowość. Nie obchodzi jej, bo i po co, że w czasach peerelowskiej i wczesnokapitalistycznej siermięgi jego lektura była istotna dla intelektualnej higieny środowiska ludzi aspirujących do niezależności i "mentalnej" elegancji. Czasy to odległe, acz ciągle się o nich prawi. Jednak żaden kolejny szef "Przekroju" (a mnogość ich była) nie potrafił tej gadki o unikalności przełożyć (alchemicznie) w konkret. Mieliśmy za to do czynienia z maglowaniem mitu sprzed kilku dekad, które przypomina bajdurzenie o jednorożcu. 

Dziś "Przekrój", na tle innych gazet wyróżnia Marek Raczkowski i stylowość, z jaką od lat nie wychodzi z kryzysowych turbulencji. Ciągle reanimowany staje się prasowym kuriozum.
Wykupujesz prenumeratę pisma o nastawieniu inteligenckim, potem arcy-lewicowym, a tu nagle, wraz ze zmianą frontu, dostajesz do rąk magazyn z peanami na cześć nowej generacji tosterów. Zamiast rozwagi i przekrojowego traktowania świata, ciągle mamy niezamierzoną satyrę. Przy okazji robi się w konia czytelników, a przecież od nich się zaczyna i  na nich kończy prowadzenie gazety. Jeśli czytelników nie ma, ubywa też sensu targać to prasowe truchło.

środa, 3 października 2012

Facebook: strzał w kolano

Społecznościowy gigant niebezpiecznie przesuwa granicę.  W Stanach oraz kilkudziesięciu innych krajach (listę otwiera Nowa Zelandia), testowana jest usługa: zapłacisz, a twój post zostanie lepiej wyeksponowany na tablicy u znajomych.  Zatem nie treść i forma, tudzież autentyczne i przypadkowe czasem zainteresowanie, mają generować "buzz", ale celowy zabieg, sensu stricto handlowy. 
Moim zdaniem wprowadzenie "promoted posts"  zastępując reguły częściowo chaotycznej i spontanicznej komunikacji promuje praktyki w rodzaju "lokowania produktu". Internetowa agora przeobraża się w tablicę płatnych ogłoszeń. Jeśli owa usługa się przyjmie, sens straci rozróżnienie na stron biznesowe i całą resztę. Ale czy w marketingu nie o to chodzi, żeby pozorując komunikacje wciskać swój kit?

Usługa może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego, bo kto lubi, gdy narcystyczni znajomi rozpychają się na tablicy ze swoimi opłaconymi wpisami o wypitej kawie, sprzedaży mieszkania lub zajefajnych wakacjach w kolejnym tropikalnym raju.